Autorski niecodziennik muzyczny

Powolny pośpiech

Aj, dużo tu tej Australii ostatnio. Nie sposób o niej nie wspominać, skoro od wydania ostatniej płyty Tame Impala minęło praktycznie 5 lat. Od wydania nie byle płyty, bo samego Currents, które ugruntowało pozycję tej australijskiej formacji na rynku ogólnomuzycznym, nie tyle co indie rockowym. I chyba twórcy The Slow Rush zauważyli, że grono ich fanów poszerzyło się o niepodejrzewaną o dołączenie grupę odbiorców, co sprytnie wykorzystali.

Właśnie takie jest The Slow Rush, które wydane zostało zaledwie dwa tygodnie temu. Czyli nowe Currents, pozostające dostępnym dla szerszego grona odbiorców. Formułą tego wydawnictwa jest czuć się dobrze i melancholijnie odpływać pamięcią w przyszłość oraz przeszłość. Powolny pośpiech. Z takiego założenia wychodził lider zespołu, Kevin Parker, kiedy wplatał psychodeliczne, pustynne brzmienia w retrospekcyjnie nastawione teksty utworów. I to w największej mierze łączy wszystkie 12 utworów, które wspólnie nie przekraczają godziny w swojej długości.

Psychodeliczny groove buja nadal – szczególnie w kompozycjach One More Year, Borderline, Breathe Deeper czy One More Hour. Powolny pośpiech, przeciwieństwa które starają się zjednoczyć, utworzyć całość. I wychodzi mu to. Piosenkowo, miejscami zbyt piosenkowo i monotonnie, do czego przyzwyczaiło słuchacza Currents, płycie do której wszyscy fani muzyki psychodelicznej nadal wzdychamy. Talię kart The Slow Rush stanowią przebojowość, taneczność oraz powiązanie z dźwiękami wschodnimi, arabskimi.

Okładka płyty nie jest więc tutaj przypadkiem. Dźwięki napędzające do tańca wlewają się w nasze uszy, a aksamitny głos Parkera niesie w przyszłość słuchacza – przyszłość kreowaną przez Australijczyka. Pojawiają się także niestety fragmenty, które zamiast nieść, brzmią płasko i zgoła powierzchownie. Najmocniej jest to wyczuwalne w kompozycjach takich jak It Might Be Time czy Glimmer, które przywołują wspomnienie lat 80. ubiegłego wieku.

Nie do końca tego oczekuje się po Tame Impala, które formatuje dźwiękiem naszą teraźniejszość. Najmniej przebojowe kompozycje, czyli otwierające album One More Year oraz zamykające One More Hour nadają dozę niepewności i autentycznej myśli stwórczej, która pomiędzy kolejnymi minutami piosenkowych utworów gdzieś się gubi.

Kevin Parker z The Slow Rush nie miał łatwego zadania. Musiał zmierzyć się ze świetnym materiałem, jaki udało mu się nagrać i wydać w roku 2015. Pomimo mojej lekkiej krytyki, uważam że wybrnął z tego cało, prezentując paletę brzmień wzbogaconych o nowe muzyczne pejzaże. Jest być może zbyt piosenkowo, ale barwy nadane The Slow Rush sprawią, że zapewne będzie to jedna z lepszych płyt studyjnych wydanych w tym roku.

W.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.