Autorski niecodziennik muzyczny

(Nie-do-końca)nowości wydawnicze #1 [2021]

Coś nowego zaczyna się w nie do końca nowy sposób. Rok 2021 w kontrze do swojego poprzednika jest niezwykle płodnym – rodzi łamiące schematy debiuty, przywraca chwałę muzycznie wprawionych, hołduje ulubieńców. Większość płyt musiała poczekać na swój czas. Pandemia w 2021 roku zaczęła odbijać się, co najmniej, nieprzyjemną czkawką.

Ta czkawka zdążyła się już zapisać w historii rynku wydawniczego jako znaczna luka i czas posuchy. Braki 2020 ten rok oddaje w zanadrzu. Premiery stały się jedną z grzesznych przyjemności każdego tygodnia, kiedy zakopuję się w co piątkowych, bandcampowych nowościach wydawniczych. Od stycznia do sierpnia ukazało się wiele jasnych punktów fonograficznych, wymagających prawidłowego uwzględnienia. Oto siedem z nich.

Lost Girls – Menneskekollektivet

Norweski duet Lost Girls zadebiutował w marcu ze swoim albumem Menneskekollektivet, tworzącym most między światami elektroniki, krautrocku i art popu. Jenny Hval (teksty, wokal) i Håvard Volden (syntezatory, gitary) uciekają w wielowarstwową układankę syntezatorowych loopów i przesterów gitarowych. W muzyce Norwegów nie brak jest także miejsca na przypadek i liryczną improwizację. Menneskekolektiv to zapis ponad dziesięcioletniej działalności zespołu, dotychczas znanego ze swojej twórczości koncertowej. Teraz, miejmy nadzieję, już nie tylko.

Do posłuchania na: Bandcamp Spotify

Ninja Tune · 2021

Black Country, New Road – For the First Time

Parę słów pochwały dla spraw oczywistych, kierowanych ku małej czarnej, kawy bez mleka i… czarnemu państwu. To ostatnie zamieszało po raz pierwszy na For the First Time, wydanym w lutym pod skrzydłami labelu Ninja Tune. Siedmioosobowe Black Country, New Road nie boją się patchworkowo łączyć skrajności – kulturę wysoką z niską. Lider grupy, Isaac Wood, współczesny piewca osoby Scotta Walkera, odwołania do Kanye Westa zderza z muzyką klezmerską i wspomnieniem brzmienia skrzypiec Johna Cale’a w muzyce The Velvet Underground. A wychodzi im to nadzwyczaj spójnie.

Do posłuchania na: Bandcamp Spotify

Dead Oceans · 2021

shame – Drunk Tank Pink

Przywołując tegoroczne oczywistości, nie zapominajmy ile angielski punk zawdzięcza 2021. Nie inaczej sprawa się ma z drugą w dorobku płytą londyńskiej grupy shame. Na Drunk Tank Pink niezwykle brytyjski, post punkowy sznyt zamykają w ramy indie rocka ostatnich 20 lat. Są nieznośni – gitarami ciągną za uszy, gimnastykują słowem. Są spadkobiercami brzmienia charakterystycznego dla Pere Ubu z okresu sztandarowej płyty grupy The Modern Dance. Zespół nie wstydzi się zestawiać pesymistycznych, introspektywnych, wykrzyczanych tekstów z uwznioślającymi riffami. Całość wypada jak najbardziej na plus.

Do posłuchania na: Bandcamp Spotify

WV Sorcerer Productions · 2021

Otay:onii – 冥冥 Míng Míng

Z cyklu tych mniejszych oczywistości, kierujemy oczy (i uszy) ku Wschodowi. Kieszonkowa wersja Chin o industrialnym smaku, gdzie kojące kobiece głosy spotykają się z metalicznym pogłosem. Przez ponad 36 minut urodzona w Chinach artystka Otay:onii, na albumie 冥冥 Míng Míng udawadnia, że muzyczny kolaż jakim się posługuje, może być minimalistyczny i eklektyczny zarazem. Tradycyjna chińska muzyka, industrial, Björk, czy frazy fortepianu to jedynie namiastka wrażeń, sprawnie budowanych przez Otay:onii i jej otulający głos.

Do posłuchania na: Bandcamp Spotify

Saddle Creek · 2021

Spirit of the Beehive – Entertainment, Death

Neo-psychedelia ostatnio ma się bardzo dobrze. Dowodem na to jest najnowszy album filadelfijskiego zespołu Spirit of the Beehive, który raczy szeregiem mniej lub bardziej poukładanych dźwięków. Wśród nich: przesterowane gitary, sample starych reklam, syntezatorowe przeszkadzajki. Entertainment, Death to przejażdżka rollercoasterem w otchłanie piekła i niebiańskie błogości jednocześnie. Trio z Filadelfii nie bierze jeńców – albo się bawisz albo cierpisz, najprawdopodobniej gubiąc przy tym w gąszczu psychodelii, która góruje w muzyce Spirit of the Beehive.

Do posłuchania na: Bandcamp Spotify

enjoy life · 2021

Anatol – Ana

Pora na miejscowy, łamiący schematy polski debiut. Album Ana autorstwa bydgoszczanina Anatola, igra z gatunkami i łatkami. Dużo na nim transu, noise’u, slow core’u jako namiastki Red House Painters, przesterów à la Sonic Youth, industrialnych szmerów, wytłumionych wokali – dosłownie wszystkiego po trochu, co niesie ze sobą muzyka alternatywna. Całość pozostaje wyważona i zachwyca pomysłowością. Anatolu, już czekamy na więcej.

Do posłuchania na: Bandcamp Spotify

Dead Oceans · 2021

Durand Jones & The Indications – Private Space

Jeżeli naprawdę dobry funk z wokalnym podłożem w 2021 roku wydaje się być rzeczą abstrakcyjną, to niniejsza zasada nie ma zastyosowania w przypadku amerykańskiej grupy Durand Jones & The Indications. Zespół z Indiany swoją muzyką przenosi nas do 1977 roku, mimo to gładko wpisując się we współczesne gusta. Znowu. Na najnowszym, trzecim w dorobku albumie zatytułowanym Private Space znalazło się miejsce na dyskotekową nostalgię i romantykę Luthera Vandrossa, co tylko utwierdziło zespół w swojej pozycji. Do bujania, odpływania, skakania i ekstatycznego płakania.

Do posłuchania na: Bandcamp Spotify

W.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.