Znudzeni punkiem

Nie tylko debiutanci mają coś do powiedzenia w sprawie świeżego, brytyjskiego, gitarowego brzmienia w 2021 roku. Swoją drugą w dyskografii płytę, pod koniec maja, wydał londyński kwartet, lub raczej w niniejszym przypadku trio, znane słuchaczom jako black midi.

Zespół pomniejszony o jednego stałego członka, gitarzystę Matta Kwasniewski-Kelvina, wraca po dwóch latach od swojego głośnego debiutu, i prezentuje miszmasz progresywnych brzmień w postaci dzieła ukończonego i proroczo zatytułowanego Cavalcade.

Osoba Dana Carey’ego dotychczas przywoływana była przeze mnie w kontekście tegorocznego debiutu Squid, którzy zdołali już sporo namieszać, i dopiero co pojawili się w line-upie OFF Festival 2022, co cieszy bardzo. To właśnie rzeczony producent grał pierwsze skrzypce w kreowaniu brzmienia black midi na ich długogrającym albumie Schlagenheim, wydanym w 2019 roku.

Podopieczni Carey’ego dwa lata później porzucają jam sessionowe, chaotycznie zaplanowane i nieco garażowe brzmienie, które dotychczas reprezentowali, na rzecz wielkiej progresji i syntezy ciszy i noise’u z jazzem u podstawie. Cytując autorów Cavalcade, ich poprzednie dokonania nieco ich znudziły i nastawiły do nagrania pewnego rodzaju muzycznej kontry.

Odrzuciwszy stylistykę Schlagenheim, zespół porzuca także współpracę z Danem Carey, którego miejsce zajmuje John Murphy, odpowiedzialny za większość materiału, jaki znalazł się na Cavalcade. Album nagrany został latem pandemicznego 2020 roku w Dublinie, a wypełnia go ponad czterdzieści minut muzyki skomponowanej przez trio w składzie: Geordie Greep (wokal i dotychczas gitara), Cameron Picton (wokal i dotychczas gitara basowa, syntezatory) oraz Morgan Simpson (dotychczas perkusja). Celowo umieszczam dotychczas, bowiem na drugim albumie grupy panowie zagrali na szeregu instrumentów, których obecność przywołuje wspomnienie sceny Canterbury i progresywnych lat 70. Dołączył do nich szereg muzyków sesyjnych oraz Marta Salogni, producentka utworu John L, otwierającego całą płytę.

Za tę oraz inną kompozycję (Chondromalacia Patella) kupony może odcinać także wielki nieobecny na Cavalcade, czyli wspomniany już Matt Kwasniewski-Kelvin, który na ten moment zdecydował się zawiesić granie w zespole. Obecny był jednak pod koniec 2019 roku, kiedy Cavalcade zaczynała dopiero nabierać kształtu, i powstawały pierwsze kompozycje autorstwa całego kwartetu.

Eksperymentalnie napędzane jazzowe kolaże prześcigają się z obezwładniającym noisem, którego do perfekcji opanowało black midi. Pompatyczna nieco kawalkada, za którą kryje się osiem kompozycji, przypomina w swoim zamyśle progresywne i ikoniczne Red King Crimson. Zespół żongluje między artrockowym spokojem i ukojeniem (Marlene Dietrich, Diamond Stuff) a eksperymentalną nawałnicą sekcji rytmicznej, wspomaganej przez saksofon tenorowy i sopranowy oraz skrzypce (John L, Ascending Forth) czy puzon (Chondromalacia Patella, Slow). W całym zamęcie perfekcyjnie zgranego zespołu dołączają na wpół-wypowiedziane, wpół-wyśpiewane teksty autorstwa wszystkich członków zespołu, przywołujące do mitycznych postaw i postaci, niezmiennie będących aktualnymi – ważnymi we współczesnym świecie i panującej rzeczywistości.

Pomimo tego, że panowie postanowili porzucić brzmienie znane z debiutu, ich punkowe credo pozostało takie same. Na Cavalcade udało się odnaleźć kompromis między odleglebrzmiącym światem muzyki progresywnej, jazzem i noisowym punkiem.

W.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.