Z Concordem w tle

Niezależnie od tego, czy to triumf czy upadek grupy, Black Country, New Road na Ants from Up There urastają w muzycznej randze. Na drugim w dyskografii albumie, będącym jednocześnie ostatnim z udziałem dotychczasowego wokalisty i gitarzysty Isaaca Wooda, zwalniają tempo, uspokajają instrumenty, wydłużają momenty skupione wokół chaosu i zawiłości życia, w tylko nieco krótszych, bardziej tradycyjnych i piosenkowych formach.
Ninja Tune · 2022

Kto by pomyślał przed dwunastoma miesiącami, że to właśnie Black Country, New Road będzie tym zespołem, który porządnie potrząśnie brytyjską sceną punkową. Tej obecnie, jak wspominałam nie tak dawno temu, znacznie bliżej do art rocka i awangardowej filozofii The Velvet Underground, niźli do zakłócających ciszę i porządek publiczny Sex Pistols czy The Clash. Debiut For the First Time wypełniony gitarowymi sprzężeniami zapożyczonymi od Slint, lunatycko nawołującymi saksofonem i skrzypcami oraz patchworkowo zlepionymi tekstami, wykrzyczanymi ochrypłym lecz tajemniczym głosem Wooda, zarówno w swoim brzmieniu jak i zamyśle, znacznie odbiega jednak od najnowszego wydawnictwa angielskiej grupy.

Ants from Up There to pełnoprawny wytwór pandemicznego odosobnienia. Siedmioosobowy zespół w składzie: Charlie Wayne (perkusja), Georgia Ellery (skrzypce, mandolina, wiolonczela), Isaac Wood (wokal, gitara), Lewis Evans (saksofon, flet), Luke Mark (gitara), May Kershaw (instrumenty klawiszowe, marimba, dzwonki) oraz Tyler Hyde (gitara basowa), odcięty został od wszelkich od bodźców zewnętrznych na wyspie Wight, gdzie latem ubiegłego roku, w całości udało się zarejestrować album. Tym razem chodziło o uchwycenie odpowiednieniego momentu, intymnego brzmienia, któremu najbliżej do wrażeń, jakie Black Country, New Road dostarczają na swoich koncertach. Zgodnie z zamysłem, o produkcję płyty poproszony został koncertowy dźwiękowiec grupy, Sergio Maschetzko, któremu bez wcześniejszego doświadczenia, według relacji samych muzyków londyńskiej formacji, udało się dokonać niemożliwego.

Nieoczekiwaną rozłąkę Isaaca Wooda z zespołem, która urzeczywistniła się na parę dni przed wydaniem Ants from Up There, słychać już w otwierających album wersach, mających swoją słodko-gorzką kulminację w utworach Bread Song oraz Place Where He Inserted the Blade. Dotychczasowy lider Black Country, New Road, ból i zamęt nonsensu życia przelał w tekstach, celebrujących z dziecinną naiwnością prostotę codziennego życia. Stał się powierzycielem songwriterstwa spod szyldu Boba Dylana czy Scotta Walkera, o którym wspominał w utworze Sunglasses, pochodzącym z debiutu septetu. Na Ants from Up There Wood chętnie sięga po motyw, raz wznoszącego się na niebie, raz pod sufitem, Concorde’a, którego obecność jak sam koncept albumu, jest niejednoznaczna, aczkolwiek dobitnie wyczuwalna oraz obecna na całym wydawnictwie.

Panie i panowie z Black Country, New Road, na najnowszej płycie porzucają bardziej post punkową manierę na rzecz wygładzonego brzmienia, nieznośnie radosnego i stojącego w opozycji do wszechobecnego lęku i pojęcia straty, emocji, do jakich stale powraca Isaac Wood. Znalazło się również mniej miejsca dla muzyki klezmerskiej, której powiew najbardziej wyczuwalny wydaje się być w utworze Chaos Space Marine, w opinii członków grupy, jednogłośnie, uznawanego za najdoskonalszy w ich bieżącym dorobku. Podejmowane dźwięki koją odwrotnością emocji, jakie dostarczają teksty lidera. Ants from Up There, chociaż porównywane do albumu Funeral Arcade Fire, otwiera nowe i nieznane dotąd karty przed słuchaczem. Klasycznie wykształceni i obyci z instrumentem i dźwiękiem, muzycy Black Country, New Road wkraczają na niepoznane dotąd tereny. Pozostają muzycznie niejednoznaczi, lirycznie dojrzewają. W przypadku tego zgranego i zgodnego Concorde’a, nie przepowiadam rychłego upadku na horyzoncie.

W.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.